Oliwia i Łukasz Simińscy oraz mały Tymoteusz

Oliwia i Łukasz Simińscy oraz mały Tymoteusz

Pacjenci Pro Life Clinic

lek. med. Piotra Gratkowskiego - specjalisty ginekologii i położnictwa oraz Medical Consultant NaProTechnology

mgr Mirosławy Szymaniak - instrukora Creighton Model System

 

                    Po 3 latach znajomości pobraliśmy się z Łukaszem i jednym z naszych największych małżeńskich marzeń było poczęcie nowego życia.

 

W ramach przygotowania do rodzicielstwa wybrałam się do prywatnej kliniki w celu konsultacji ginekologicznej. Chciałam dowiedzieć się jakie badania warto zrobić przed rozpoczęciem starań o dziecko. Lekarz mnie zbadał, zlecił kilka badań i powiedział, że według niego maksymalnie za pół roku powinnam być już w ciąży. Od tej pory koniec każdego cyklu wiązał się z nadzieją, czy to już nastąpił ten moment kiedy zostaliśmy rodzicami. Niestety przez kolejnych kilka miesięcy żadna z tych nadziei nie została ziszczona. Udałam się po raz kolejny do innego lekarza w tej samej klinice. Wtedy dostałam informację, że pół roku bezskutecznych starań nie świadczy jeszcze o problemach z płodnością i że spokojnie mamy próbować dalej, a jeśli po kolejnych 6 miesiącach nie będzie efektu to dopiero wtedy mam się ponownie zgłosić. Na moją prośbę lekarz zlecił mi również pakiet dodatkowych badań do wykonania. Podzieliłam się z nim moimi obawami dotyczącymi bardzo nieregularnych cykli, natomiast nie wzbudziło to żadnych podejrzeń. Wyniki badań konsultowałam internetowo i otrzymałam informację, że wszystko jest w porządku. Kolejne pół roku znowu było dla nas okresem oczekiwania, które nie przyniosło upragnionej ciąży. Po roku od rozpoczęcia starań o dziecko, zgodnie z zaleceniem, ponownie zgłosiłam się do lekarza. Zrobił on wywiad na temat procesu naszych starań, przejrzał badania i powiedział, że jeśli przez rok czasu nie udało nam się zajść w ciążę to kwalifikujemy się do określenia nas mianem pary z zaburzeniami płodności. Zostałam również poinformowana o zasadzie panującej w klinice, że tacy pacjenci zostają przekazani specjalistom i dokładnie w tym momencie otrzymałam skierowanie na weryfikację diagnozy bezpłodności do kliniki in vitro. Z wielkim rozczarowaniem wyszłam z gabinetu, tracąc nadzieję na dar macierzyństwa. Z mężem jesteśmy przeciwni metodzie in vitro więc skierowanie poszło do kosza.

 

                    Mniej więcej w tym samym okresie spotkaliśmy się z dawnymi znajomymi, którzy podzielili się z nami wspaniałą nowiną – po 4 latach starań zaszli w upragnioną ciążę! Opowiedzieli nam swoją historię, z której dowiedzieliśmy się, że zostali rodzicami dzięki naprotechnologii.

 

                    Od razu zapisałam numer ich lekarza prowadzącego i po miesiącu razem z mężem byliśmy u niego na wizycie. Był to sierpień 2015 roku. Zostaliśmy skierowani na kurs rozpoznawania płodności, który prowadziła Pani mgr Mirosława Szymaniak, zlecone zostały badania i umówiliśmy się na następną wizytę za 2 miesiące. W czasie wizyty doktor Piotr Gratkowski już po kilku minutach wywiadu poinformował nas, że wcale nie dziwi się, że nie mogliśmy zajść w ciążę przez tak długi czas, ponieważ mam bardzo podwyższony jeden z hormonów (prolaktynę), która działa jak naturalny środek antykoncepcyjny. Od razu zlecił kolejne szczegółowe badania a także zapisał leki, które miały zacząć regulować pracę hormonów. Przez kolejny miesiąc starannie prowadziłam obserwacje i przyjmowałam leki, a w określonym czasie realizowałam zlecone badania. W głębi duszy miałam nadzieję że może terapia przyniesie rezultat już w pierwszym miesiącu, jednak cykl zakończył się tak samo jak każdy poprzedni przez ostatni rok. Postanowiliśmy uzbroić się w cierpliwość i żyć z nadzieją, że może kiedyś w końcu przyjdzie ten wyczekiwany przez nas dzień. W czasie kolejnej wizyty, na podstawie wyników zleconych badań, doktor Gratkowski uzupełnił leczenie o dodatkową suplementację. W dalszym ciągu systematycznie prowadziłam obserwacje i realizowałam badania.

 

                     W międzyczasie otrzymałam nową ofertę pracy, którą postanowiłam przyjąć, ponieważ nie przypuszczaliśmy się, że w najbliższym czasie możemy już zostać rodzicami. Dni mijały, a ja zrezygnowana, przestałam tak bardzo rozmyślać nad upragnionym macierzyństwem. Dokładnie 6 grudnia 2015 roku, kiedy byliśmy na weekendowym wyjeździe ze znajomymi, przeglądając menu obiadowe w restauracji poczułam mdłości na samą myśl o tym, że za chwilę będziemy jeść posiłek. Z wielkim niedowierzaniem i pewną dozą nieśmiałości w mojej głowie pojawiła się myśl: „Czyżby to były pierwsze figle ze strony dzieciątka, które zostało we mnie poczęte?”. Bałam się nawet uwierzyć, że może to być prawda. Od razu poszłam do apteki po test ciążowy i jak tylko wróciliśmy do domu to wykonałam badanie. Przez długi czas nie dowierzaliśmy dwóm czerwonym kreskom które zobaczyliśmy na nim z mężem. Badania z krwi wykonane w następny dzień potwierdziły wspaniałą nowinę: zostaliśmy rodzicami!

 

                     Jest maj 2016 roku, mały Tymoteusz rośnie pod moim sercem już od 7 miesięcy i pełni nadziei czekamy na moment, kiedy zobaczymy go po drugiej stronie brzuszka i wtulimy w nasze pełne miłości ramiona.